dla Jurka

„Nie ma szkoły, jest niedziela, to myślę sobie, że może parę rzeczy dziś zrobię…” – śpiewał Kazik.
I tak też było dziś u nas w domu. Wstaliśmy dość wcześnie, zrobiliśmy zakupy, a ja musiałem wywiązać się z obietnicy ugotowania obiadu.
Gotować lubię – mam to we krwi… po Wuju, który kucharzem nie był, ale jak coś ugotował, to zawsze było bardzo smaczne i pożywne. Urodził się plan: piersi indycze w marynacie z ziemniakami i brokułem. Przepis mój, modyfikowany na bieżąco podczas gotowania. Jak juz zacząłem obierać ziemniaki przypomniałem sobie, że mój nowy aparat może nagrywać filmy, a jeszcze tej opcji nie opanowałem i przydałoby się troszkę poćwiczyć. Trening czyni mistrza, lub jak to powiedział pijany pan zapytany „Jak dojść do opery” – Trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć! Krok po kroku dokumentując poczynania stworzyłem mój pierwszy film kulinarny! Za niedociągnięcia przepraszam… przede mną jeszcze sporo ćwiczeń. Mój pierwszy film dedykuję świętej pamięci Wujkowi Jurkowi z wdzięcznosci za parę rzeczy, których mnie nauczył, a które zauważam dopiero dziś i nawet nie mam możliwości, zeby za nie podziękować.
Miłego oglądania i … SMACZNEGO!

Odpowiedź

  1. Awatar scraperka

    no no no:) film pierwsza klasa! gratuluję połączenia dwóch talentów jednocześnie. Przepis idzie do wypróbowania.
    pozdrawiam

Dodaj komentarz